Polscy inwestorzy coraz częściej wybierają Hiszpanię, Tajlandię i Bliski Wschód, ale każdy z tych rynków rządzi się innymi prawami i wymaga innego podejścia. Jedni szukają bezpiecznej przystani dla kapitału, inni – maksymalnego zwrotu z najmu, jeszcze inni – okazji w regionie, który chwilowo wyhamował.
• Hiszpania – bezpieczeństwo i wzrost wartości. Ceny w prowincji Malaga wzrosły w 2025 r. o blisko 14 proc., ale nowe przepisy podatkowe w Andaluzji zniechęcają do szybkiej odsprzedaży.
• Tajlandia – najwyższe stopy zwrotu. ROI na poziomie 6–10 proc. netto rocznie brzmi atrakcyjnie, ale Tajlandia wymaga minimum 5–7 lat horyzontu inwestycyjnego i starannego wyboru dewelopera.
• Bliski Wschód, w tym Oman – potencjał przyhamowany przez geopolitykę. Oman wchodził w 2026 roku na rynek jako niedoceniana alternatywa dla Dubaju, jednak konflikt w regionie wyhamował rynek. Eksperci nie przewidują trwałego załamania, ale zalecają ostrożność.
Kto szuka przede wszystkim bezpieczeństwa kapitału i przewidywalnego wzrostu wartości, ten zwykle zaczyna od Hiszpanii. Costa del Sol zamknęła 2025 rok z rekordami: średnia cena metra kwadratowego w prowincji Malaga wzrosła o 13,8 proc., a w samej Marbelli segment premium przekroczył 5200 euro za metr.
– Popyt napędza ograniczona podaż gruntów, stały napływ zagranicznego kapitału i całoroczna turystyka. Obserwujemy umocnienie pozycji Costa del Sol jako strategicznej lokalizacji dla nieruchomości ze średniej i wyższej półki – wyjaśnia Joanna Ossowska-Rodziewicz, współwłaścicielka agencji nieruchomości By-Bright.
Długoterminowa perspektywa
Jednak Hiszpania to też rynek dla inwestorów, którym zależy przede wszystkim na stabilnej stopie zwrotu. Od stycznia 2026 roku Andaluzja podniosła podatek przy szybkiej odsprzedaży powyżej 500 tys. euro do standardowych 7 proc. – przy willi za milion euro różnica wynosi 50 tys. euro w stosunku do poprzednich przepisów.
– Nowe przepisy kończą czasy zarabiania na szybkim obrocie bez głębszej znajomości rynku. Dla inwestorów z długoterminową perspektywą Costa del Sol pozostaje jednak bardzo atrakcyjna – ocenia Robert Reiski, współwłaściciel By-Bright.
Dobre stopy zwrotu
Kto z kolei chce maksymalizować bieżący zwrot z najmu, ten coraz częściej patrzy na Tajlandię – i nie bez powodu. Phuket generuje realne ROI na poziomie 6-10 proc. netto rocznie przy wzroście wartości nieruchomości o 5-8 proc. W pierwszym półroczu 2025 r. zagraniczni nabywcy zrealizowali w Tajlandii ponad 7 tys. transakcji. Rynek jest czytelny prawnie: cudzoziemcy mogą nabywać nieruchomości na pełną własność, o ile udział zagranicznych właścicieli w budynku nie przekracza 49 proc.
– Tajlandia oferuje to, czego wielu inwestorów szuka: realną dywersyfikację portfela, dobre stopy zwrotu i możliwość połączenia inwestycji z własnym użytkowaniem – mówi Joanna Ossowska-Rodziewicz. Warunek jest jeden: to nie jest rynek szybkiego wyjścia. Minimalny horyzont inwestycyjny to 5-7 lat, a staranność przy wyborze dewelopera ma tu znaczenie większe niż w Europie.
Inwestorzy patrzą na Oman
Jak wygląda rynek nieruchomości na Bliskim Wschodzie? Przed wybuchem konfliktu Oman był postrzegany jako interesująca alternatywa dla już nasyconego rynku w Dubaju. Sułtanat przyciągał inwestorów polityczną neutralnością, stabilnością i cenami nieruchomości niższymi o ok. 25 proc. niż w ZEA. Według CNBC, Oman konsekwentnie przyciągał poszukujących bezpiecznej przystani, a tamtejszy rynek wchodził w 2026 rok z większą stabilnością niż sąsiedzi.
Po wybuchu konfliktu sytuacja w całym regionie uległa gwałtownemu pogorszeniu. Goldman Sachs szacował, że liczba transakcji w samym Dubaju spadła o 37 proc. rok do roku, co przekłada się też proporcjonalnie na cały rynek bliskowschodni.
– Sytuacja geopolityczna w tamtym regionie skłoniła część nabywców do przyjęcia postawy wyczekującej, spowalniając aktywność na rynku, który kilka miesięcy wcześniej przeżywał boom. Brokerzy i deweloperzy odnotowali wyraźny spadek finalizacji transakcji. Eksperci nie spodziewają się jednak strukturalnego załamania, o ile konflikt nie przerodzi się w długotrwałą wojnę regionalną – mówi Joanna Ossowska-Rodziewicz.
Trzeba być przygotowanym
Wspólny mianownik wszystkich trzech kierunków? Nagradzają tych, którzy wchodzą przygotowani. – Dywersyfikować, wybierać wyłącznie sprawdzonych deweloperów, korzystać z niezależnej obsługi prawnej i traktować inwestycję jako element szerszego portfela. To recepta, która sprawdza się niezależnie od tego, czy mówimy o Marbelli, Phuket czy Maskacie – podsumowuje Joanna Ossowska-Rodziewicz z By-Bright.